Przez ostatnie kilka miesięcy myślałem, że jestem geniuszem giełdowym, od listopada zeszłego roku do końca roku nie miałem żadnych porażek. Przed konfliktem izraelsko-arabskim przez dwa dni prowadziłem badania i prawie całym kapitałem zainwestowałem w kilka serwerów, chłodzenie cieczą, silniki robotów, a w ciągu tych dwóch dni ich wartość spadła o ponad 10%. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że przez ostatnie kilka miesięcy tylko korzystałem z szybkiego rozwoju czasów, byłem jak świnia stojąca na wietrze, tak jak wtedy, gdy zarobiłem dużo pieniędzy w czasie gorączki blockchain. Zawsze zdaje się to dostrzegać dopiero po porażce, okazuje się, że bohaterów tworzy czas, a uchwycenie rzadkiej szansy w odpowiednim czasie to obowiązkowy kurs.